Wielki Brat z HMRC – kontrola małych firm.

IR35 to przepisy podatkowe powstałe w celu zwalczania unikania podatków przez pracowników świadczących usługi klientom poprzez podmiot pośredni, np. firmę LTD lub indywidualną działalność gospodarczą, którzy byliby zatrudnieni na umowę o pracę, gdyby ów podmiot pośredni nie istniał. Nazywa się ich ‘’pracownikami w przebraniu” (disguised employees).

Jesteś zatrudniony czy samozatrudniony? – pytanie takie może paść ze strony HMRC podczas kontroli podatkowej. Ciężko będzie wytłumaczyć urzędnikowi, czemu wystawiasz rachunek jako samo-zatrudniony będąc sprzedawcą w sklepie czy kierowcą pracującym regularnie dla jednej tylko firmy.

Dla urzędu jest to jednak istotne - zatrudnienie na podstawie umowy o pracę oznacza wyższy podatek dochodowy i wyższe National Insurance Contribution. Dla pracodawcy dochodzą także inne koszta, na przykład płaca przysługująca za urlop wypoczynkowy.

Nic dziwnego więc, że coraz więcej pracodawców stara się o „pracowników” samozatrudnionych. W końcu koszty pracodawców wzrosły dwukrotnie od roku 2000, wg. Office of National Statistics, i rok w rok rosną średnio o 3.3%.

Pracodawcy łatwiej byłoby zatem nie płacić National Insurance Contribution w wysokości 13.8% czy Pension Contribution w wysokości kolejnych 3%, plus do tego urlop wypoczynkowy, który każdemu pracownikowi przysługuje – a podatki i „normalne” National Insurance pozostawić samozatrudnionym pracownikom, prawda?

Choć przepisy IR35 działają już od 1999 roku, od 2017 roku HMRC coraz bardziej energicznie ściga pracodawców, którzy starają się zaoszczędzić na zatrudnianiu. Są tworzone specjalne zespoły koncentrujące się na tym właśnie zadaniu, i HMRC staje się w tym coraz lepszy.

Niedawno pojawiły się nawet plany pozwolenia HMRC na wgląd w dane finansowe firm w bankach i innych instytucjach bez wiedzy podatnika i bez nakazu sądowego – pisze Financial Times.

Dodatkowo, od przyszłego roku każdy samozatrudniony i każda firma będą musieli rejestrować wszystkie swoje operacje finansowe w jednym programie księgowym, takim na przykład jak Xero, który będzie się łączył z bankiem i HMRC i wysyłał rozliczenia podatkowe kwartalnie (a nie rocznie, jak było to dotychczas). Inicjatywa ta nazywa się Making Tax Digital (MTD) i wchodzi w życie dla firm zarejestrowanych na VAT już od kwietnia 2019, a dla wszystkich innych w następnym roku podatkowym.

Nie dość, że każda osoba prowadząca działalność gospodarczą będzie coraz dokładniej kontrolowana, to wiązać się to będzie też z dodatkowymi kosztami zakupu i szkolenia w zakresie oprogramowania, które będzie się komunikowało z HMRC i Twoim bankiem, a także wszystkimi innymi aplikacjami, przez które sprzedawane są towary lub usługi podatnika, jak np. systemami POS (kas fiskalnych) czy PayPal.

A wszystko to po to, by podatnik “nie robił błędów” i by “łatwiej było mu się rozliczać”. Jest w tym trochę prawdy, choć małym firmom czy freelancerom, którzy do tej pory polegali na Excelu czy kartce papieru raz do roku na pewno przysporzy to trochę kłopotów.

Zaś tym, którym HMRC udowodni, że świadomie i celowo oszukiwali na podatkach, grozi nie tylko kara, ale i publikacja nazwy firmy, imienia, nazwiska i adresu na liście złapanych na oszustwie osób i firm. Pokazana też będzie informacja o kwocie, na jaką delikwent oszukał skarb państwa i karze, jaką wymierzyło HMRC.

Wykaz taki jest już kwartalnie publikowany na stronie HMRC. Naprawdę polecam spojrzenie na tę listę (a potem oczywiście powrót na nasz blog).

Nie ma tam wielkich korporacji typu Apple czy Amazon, korzystających legalnie z luk prawnych pozwalających na transfer zysków i opodatkowanie, na przykład, w Luxemburgu zamiast w UK.  Delikwenci zawstydzani tak przez HMRC prowadzą małe sklepy, punkty z jedzeniem na wynos, sprzedają przez Internet… mamy tam budowlańców, kierowców ciężarówek i kosmetyczki. Ludzi takich jak Ty i ja.

Nie ma więc jakiejś konkretnej zasady, którą kieruje się HMRC identyfikując podejrzanych podatników, a systemy zbudowane na bazie sztucznej inteligencji i węszące w poszukiwaniu oszukujących są pokazywane w programach telewizyjnych, takich jak ten nakręcony przez Channel 4.

HMRC nie może jednak pozwolić sobie na zatrudnianie wysoko wykwalifikowanych osób, by ścigać relatywnie drobnych oszustów podatkowych, więc zatrudnia ludzi bez kwalifikacji i szkoli ich tylko w jednym typie podatków. Kilka miesięcy temu miałem przyjemność rozmawiać z “VAT MAN-em” – agentem HMRC kontrolującym VAT w małych restauracjach. Przyznał on, że z zawodu nie jest ani księgowym ani doradca podatkowym, skończył co prawda studia biznesowe, ale pracę agenta podatkowego dostał przechodząc z Tesco, gdzie układał towary na półkach supermarketu. Został jednak dokładnie przeszkolony w zakresie dwóch kartek ustawy o podatku VAT (VAT Act 1994) – dotyczących sprzedaży i naliczania VAT na jedzenie.

Ustawy podatkowe mają nawet i po kilkanaście tysięcy stron, więc wyszkolenie jednej osoby w zakresie wszystkich podatków jest trudne. Z pewnością też taka osoba biegle znająca się na różnych podatkach nie będzie pracowała dla HMRC, choćby ze względów na niskie zarobki. Dlatego każdy mniejszy biznes będzie miał przyporządkowanego agenta znającego się na specyficznym typie podatków, biegle wyszkolonego w tym konkretnym, ograniczonym temacie.

Wniosek jest prosty: zatrudniajmy osoby pracujące w naszych sklepach, rejestrujmy się jako kontraktorzy i sub-kontraktorzy w HMRC, a nie wystawiajmy sobie rachunków jako samo-zatrudnieni, w razie wątpliwości zaś – koniecznie pytajmy o szczegóły swojego doradcę podatkowego.

Spotykałem się już z przypadkami, że “księgowa” pozwala na podobne działanie, podczas gdy HMRC udowadniało, że to było nielegalne, i nakładało kary. Ale to nie księgowi odpowiedzialni za płacenie kar tylko przedsiębiorcy, a czasem też de facto pracownicy.

Starajmy się nie oszukiwać na podatkach – są przecież całkiem legalne sposoby ich obniżania.