Wszystko o Tax Disclosure w UK: Jak wyspowiadałem księdza z podatków
Najgorszy moment, żeby dowiedzieć się, czym jest Tax Disclosure, to chwila, w której HMRC pisze do Ciebie, że posiada informacje o dochodach, których nie widzi w Twoim brytyjskim rozliczeniu podatkowym.
W TaxOne widzimy to regularnie. Klient otwiera list z HMRC i już po pierwszym akapicie wie, że to nie jest zwykłe przypomnienie. Urząd nie pyta wtedy ogólnie, czy przypadkiem coś się wydarzyło. HMRC bardzo często pisze wprost, że ma informacje o dochodach z Wielkiej Brytanii albo z zagranicy i oczekuje wyjaśnienia, dlaczego nie zostały one prawidłowo rozliczone. Do takiego listu często dołączona jest ankieta, w której trzeba zaznaczyć jedną z dostępnych odpowiedzi. I właśnie tutaj zaczyna się pierwszy problem, bo każda odpowiedź ma swoje konsekwencje.
List z HMRC, którego lepiej nie ignorować
Na potrzeby tego artykułu weźmy przykład księdza Piotra. Imię nie jest przypadkowe, bo w polskiej literaturze ksiądz Piotr kojarzy się z kimś, kto pomaga nazwać prawdę i przejść przez trudny moment. W podatkach bywa podobnie. Czasem najtrudniejsze nie jest samo policzenie zaległego podatku, ale spokojne uporządkowanie całej historii i pokazanie HMRC, co naprawdę się wydarzyło.
Ksiądz Piotr od wielu lat mieszka w Wielkiej Brytanii. Ma swoje codzienne obowiązki, ludzi, którym pomaga, sprawy organizacyjne, rachunki, dokumenty i życie, które tak jak u każdego innego człowieka nie kończy się na jednym temacie. Oprócz życia w UK ma też mieszkanie w Polsce, które wynajmuje. Przez długi czas uważał, że skoro mieszkanie jest w Polsce, najem jest w Polsce, a pieniądze wpływają na polskie konto, to brytyjski urząd skarbowy nie ma z tym nic wspólnego.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się problem, z którym zgłasza się do nas bardzo wiele osób.
Kiedyś napisałem artykuł pod tytułem Jak Wyspowiadałem Księdza Piotra z Podatków. Tytuł był lekki, ale temat bardzo poważny, bo w podatkach często najtrudniejsze nie jest samo wpisanie kwot do rozliczenia. Najtrudniejsze jest uczciwe uporządkowanie całej historii, sprawdzenie dokumentów, nazwanie błędu po imieniu i pokazanie urzędowi, jak wyglądała prawdziwa sytuacja podatnika. Tax Disclosure działa bardzo podobnie. Trzeba wrócić do poprzednich lat, sprawdzić fakty, policzyć podatek, przeanalizować przepisy i odpowiedzieć HMRC w taki sposób, żeby urząd zobaczył pełny obraz, a nie tylko fragment danych z systemu.
W przypadku księdza Piotra wszystko zaczęło się od listu. HMRC nie napisało do niego dlatego, że chciało ogólnie przypomnieć o rozliczeniu podatkowym. List sugerował, że urząd posiada informacje, które nie zgadzają się z tym, co widać w brytyjskim systemie podatkowym. Dla księdza było to zaskoczenie, bo mieszkanie w Polsce traktował jako sprawę prywatną, rodzinną i lokalną. Najemca płacił na polskie konto. Z tego samego konta opłacane były koszty mieszkania, naprawy, czynsz administracyjny i inne wydatki. Czasem coś zostawało, czasem prawie nic. Duchowny nie myślał o tym jak o dochodzie, którym może zainteresować się HMRC.
A jednak HMRC coraz częściej interesuje się właśnie takimi sprawami.
Wielu podatników nadal zakłada, że zagraniczne konto, zagraniczny najem albo pieniądze wpływające do banku w Polsce są poza zasięgiem brytyjskiego urzędu skarbowego. To założenie jest coraz bardziej ryzykowne.
HMRC korzysta z automatycznej wymiany informacji finansowych. Brytyjskie wytyczne wyjaśniają, że instytucje finansowe, w tym banki, muszą przeglądać prowadzone rachunki i co roku raportować określone informacje o wybranych posiadaczach kont do HMRC. Te zasady obejmują między innymi Common Reporting Standard, czyli CRS.
CRS nie oznacza, że HMRC od razu zna każdy szczegół życia podatnika. Urząd może nie wiedzieć, czy pieniądze na polskim koncie księdza Piotra były dochodem, zwrotem kosztów, przelewem rodzinnym, pożyczką, czynszem od najemcy czy przesunięciem środków między własnymi kontami. Ale HMRC może mieć wystarczająco dużo informacji, żeby zadać pytanie. I wtedy ciężar wyjaśnienia sprawy przechodzi na podatnika.
To właśnie dlatego list z HMRC zazwyczaj nie powinien być traktowany jak zwykła formalność. Oczywiście zdarzają się pomyłki. Zdarza się, że dochód był już prawidłowo rozliczony. Zdarza się, że kwota, którą HMRC widzi jako potencjalny dochód, wcale dochodem nie była. Ale to wszystko trzeba umieć pokazać. Sama odpowiedź „to było w Polsce” albo „to już było rozliczone w Polsce” bardzo często nie wystarczy, bo HMRC pyta o obowiązki podatkowe w Wielkiej Brytanii.
Jeżeli ktoś jest rezydentem podatkowym w UK, dochody zagraniczne mogą wymagać analizy w brytyjskim systemie podatkowym. Nie oznacza to automatycznie, że podatek będzie zapłacony dwa razy. Czasami można uwzględnić podatek zapłacony za granicą, koszty, ulgi, kwoty wolne albo przepisy wynikające z umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Ale to nadal wymaga prawidłowej analizy. Sam fakt, że nieruchomość znajduje się w Polsce, nie zamyka tematu w Wielkiej Brytanii.
W sprawie księdza najprostsza odpowiedź brzmiałaby: „To było mieszkanie w Polsce, więc nie zgłaszałem tego w UK”. Problem polega na tym, że dla HMRC taka odpowiedź może być dopiero początkiem rozmowy. Urząd może zapytać, ile wynosił czynsz, przez ile lat mieszkanie było wynajmowane, jakie były koszty, czy podatek został zapłacony w Polsce, czy ksiądz składał Self Assessment w UK, czy miał inne dochody i dlaczego wcześniej nie zgłosił tej sytuacji brytyjskiemu urzędowi skarbowemu.
Właśnie w takim momencie pojawia się Tax Disclosure.
Tax Disclosure to sposób na ujawnienie przed HMRC dochodu, zysku albo podatku, który wcześniej nie został prawidłowo rozliczony. W teorii brzmi to prosto. W praktyce oznacza to często cofnięcie się o kilka lat, zebranie dokumentów, policzenie dochodu według brytyjskich zasad, sprawdzenie podatku zapłaconego za granicą, obliczenie odsetek, ocenę ryzyka kar i przygotowanie wyjaśnienia, które będzie spójne z dokumentami oraz przepisami.
Skala takich spraw rośnie, bo HMRC coraz bardziej skupia się na odzyskiwaniu podatków, które powinny trafić do systemu. Według danych HMRC tax gap za rok podatkowy 2023 to 2024 wyniósł £46,8 mld, czyli 5,3% teoretycznie należnych podatków. Innymi słowy, HMRC wie, że ogromne kwoty podatku nie trafiają do urzędu i dlatego coraz częściej szuka rozbieżności między tym, co podatnicy deklarują, a tym, co wynika z danych dostępnych w systemie.
Dlatego ten artykuł nie jest o wielkich aferach podatkowych ani o ludziach, którzy celowo ukrywali miliony. Jest o zwykłych osobach takich jak ksiądz Piotr. O księdzu, budowlańcu, kierowcy, właścicielu małego sklepu, osobie samozatrudnionej, kimś, kto ma mieszkanie w Polsce, konto za granicą, dodatkowy dochód albo przelewy, których nigdy nie połączył z brytyjskim rozliczeniem podatkowym.
Prawo podatkowe nie pyta, czy ktoś jest księdzem, przedsiębiorcą czy pracownikiem. Pyta, czy dochód powinien zostać prawidłowo rozliczony.
Po kilkuset sprawach Tax Disclosure, które przeprowadziliśmy w TaxOne, jedno widzimy bardzo wyraźnie: najgorszą decyzją jest milczenie albo szybka odpowiedź bez zrozumienia konsekwencji.
Tax Disclosure może być sposobem na uporządkowanie sprawy, zmniejszenie ryzyka i zamknięcie tematu z HMRC. Ale źle przygotowane disclosure może otworzyć kolejne pytania, zwiększyć kary i sprawić, że urząd zacznie patrzeć na podatnika dużo dokładniej.
Dlatego zanim ksiądz Piotr odpowie HMRC, powinien najpierw zrozumieć, czym Tax Disclosure naprawdę jest, kiedy trzeba je zrobić, czy można przygotować je samodzielnie i kiedy lepiej skorzystać z pomocy doradcy podatkowego. Bo w podatkach, podobnie jak w dobrej spowiedzi, nie chodzi tylko o to, żeby powiedzieć, że coś się wydarzyło. Chodzi o to, żeby powiedzieć prawdę w sposób kompletny, uporządkowany i taki, który pozwala zamknąć sprawę, zamiast otwierać kolejne problemy.
Czym jest Tax Disclosure w UK
Tax Disclosure to procedura, przez którą podatnik ujawnia HMRC dochód, zysk albo podatek, który wcześniej nie został prawidłowo rozliczony. W prostych słowach chodzi o naprawienie błędu z przeszłości. W praktyce jednak Tax Disclosure bardzo rzadko jest tylko wpisaniem zaległej kwoty do formularza. To raczej uporządkowanie całej historii podatkowej, rok po roku, z wyjaśnieniem, co się wydarzyło, dlaczego doszło do błędu i ile podatku powinno zostać zapłacone.
W przypadku księdza Piotra problem nie polegał tylko na tym, że miał mieszkanie w Polsce i otrzymywał czynsz od najemcy. Problem polegał na tym, że przez kilka lat jego brytyjskie rozliczenie podatkowe nie pokazywało pełnego obrazu jego sytuacji. Duchowny mieszkał w UK, tutaj miał swoje codzienne obowiązki, tutaj funkcjonował na co dzień, ale jednocześnie miał też dochód z najmu w Polsce. I właśnie wtedy pojawiło się pytanie, które w TaxOne słyszymy bardzo często:
“czy skoro mieszkanie jest w Polsce, a podatek był albo mógł być rozliczony w Polsce, to czy trzeba było jeszcze coś zrobić w Wielkiej Brytanii?”
Odpowiedź brzmi: bardzo często tak, przynajmniej trzeba to przeanalizować. Jeżeli ktoś jest rezydentem podatkowym w UK, dochody zagraniczne mogą wymagać uwzględnienia w brytyjskim systemie podatkowym. Nie oznacza to automatycznie, że ta sama kwota podatku zostanie zapłacona dwa razy. W wielu sprawach można analizować koszty, ulgi, kwoty wolne, podatek zapłacony za granicą albo przepisy wynikające z umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Ale to nadal wymaga prawidłowego rozliczenia, a nie samego założenia, że „Polska już się tym zajęła”.
HMRC ma oficjalne ścieżki, przez które można zgłosić zaległy podatek. Serwis HMRC pozwala ujawnić dochody albo zyski z poprzednich lat, zarówno krajowe, jak i zagraniczne, jeżeli nie zostały wcześniej zadeklarowane. HMRC używa tutaj określenia onshore and offshore income or gains, czyli dochody i zyski z UK oraz spoza UK.
W przypadku naszego bohatera sprawa dotyczyła najmu nieruchomości. HMRC ma osobną ścieżkę znaną jako Let Property Campaign, która dotyczy landlordów mających zaległy podatek z wynajmu nieruchomości mieszkalnych w UK albo za granicą. To dość istotne, bo wiele osób myśli, że kampania dla landlordów dotyczy tylko mieszkań w Wielkiej Brytanii. Tymczasem HMRC jasno opisuje, że może ona obejmować również wynajem nieruchomości poza UK.
Właśnie dlatego odpowiedź księdza Piotra nie mogła ograniczać się do zdania: „To było mieszkanie w Polsce”. Takie zdanie może być prawdziwe, ale podatkowo niewystarczające. HMRC nie chce wiedzieć tylko, gdzie znajduje się nieruchomość. HMRC chce wiedzieć, czy osoba mieszkająca w UK miała dochód, który powinien zostać pokazany w brytyjskim systemie podatkowym. To są dwie różne rzeczy.
Tax Disclosure zwykle składa się z dwóch etapów. Najpierw informuje się HMRC, że chce się zrobić disclosure. Na tym etapie często nie podaje się jeszcze pełnych szczegółów, bo trzeba najpierw zebrać dokumenty, sprawdzić lata podatkowe, policzyć dochód, koszty, podatek, odsetki i potencjalne kary. Dopiero później składa się właściwe disclosure. HMRC wyjaśnia, że po otrzymaniu numeru disclosure podatnik musi zwykle złożyć pełne disclosure w ciągu 90 dni od potwierdzenia zgłoszenia, a przy wysłaniu disclosure należy zapłacić należną kwotę.
I tu zaczyna się część, której wiele osób nie docenia.
Tax Disclosure nie polega tylko na tym, żeby wpisać, że ksiądz Piotr dostał z Polski czynsz za kilka lat. Trzeba ustalić, które lata podatkowe wchodzą w grę. Trzeba sprawdzić, czy były koszty związane z mieszkaniem. Trzeba ustalić, czy w Polsce zapłacono podatek i czy można go uwzględnić w UK. Trzeba sprawdzić, czy ksiądz Piotr składał wcześniej Self Assessment, czy jego dochody w UK były rozliczane w inny sposób, czy miał inne źródła dochodu, czy przysługiwała mu Personal Allowance, czy podatek powinien zostać naliczony według podstawowej czy wyższej stawki oraz czy w sprawie występują odsetki i penalties.
Przy najmie nieruchomości dochodzi jeszcze jeden praktyczny problem. Wpływ pieniędzy na konto nie zawsze oznacza dochód do opodatkowania w tej samej wysokości. Ksiądz Piotr mógł otrzymywać czynsz, ale jednocześnie ponosić koszty utrzymania mieszkania, napraw, zarządzania najmem, opłat administracyjnych albo innych wydatków. HMRC w wytycznych dotyczących Let Property Campaign wyjaśnia, że przy disclosure trzeba obliczyć allowable expenses, czyli koszty możliwe do odliczenia, a następnie odjąć je od przychodu, aby ustalić taxable profit. Jednocześnie HMRC zaznacza, że nie każdy poniesiony wydatek będzie kosztem możliwym do odliczenia.
To właśnie w takich miejscach prosta sprawa zaczyna być mniej prosta. Klient często mówi: „Ja przecież prawie nic na tym mieszkaniu nie zarobiłem”. I może mieć rację. Ale w Tax Disclosure nie wystarczy powiedzieć tego własnymi słowami. Trzeba to pokazać liczbami. Trzeba zebrać wpływy, koszty, dokumenty, historię najmu, podatki zapłacone w Polsce i przeliczyć wszystko według zasad, które HMRC będzie w stanie zaakceptować.
W sprawach zagranicznych, takich jak dochód księdza Piotra z mieszkania w Polsce, może pojawić się również Worldwide Disclosure Facility. HMRC opisuje tę ścieżkę jako sposób zgłaszania brytyjskich zobowiązań podatkowych dotyczących undeclared offshore income or gains, czyli nieujawnionych dochodów albo zysków zagranicznych. Po zgłoszeniu zamiaru zrobienia disclosure podatnik ma 90 dni na przygotowanie pełnego zgłoszenia, w tym obliczenie podatku, odsetek i kar.
W TaxOne zawsze mówimy klientom, że formularz jest końcem pracy, a nie początkiem. Prawdziwa praca zaczyna się wcześniej. Trzeba zrozumieć historię podatnika, ustalić, co HMRC prawdopodobnie wie, czego nie wie, jakie dokumenty są dostępne i jak najlepiej wyjaśnić sytuację. Jeżeli Tax Disclosure jest przygotowane dobrze, urząd dostaje logiczne wyjaśnienie, kompletne obliczenia i jasną propozycję uregulowania sprawy. Jeżeli Tax Disclosure jest przygotowane źle, HMRC może uznać, że informacje są niepełne, niespójne albo nie pasują do danych, które urząd już posiada.
Dlatego Tax Disclosure najlepiej rozumieć jako kontrolowane uporządkowanie zaległości podatkowej. Nie jest to zwykłe rozliczenie roczne, w którym wpisuje się dochody z ostatniego roku i wysyła deklarację. To często powrót do poprzednich lat, analiza dokumentów, ocena zachowania podatnika, obliczenie odsetek i potencjalnych kar oraz przygotowanie wyjaśnienia, które ma przekonać HMRC, że sprawa została przedstawiona kompletnie i uczciwie.
W przypadku księdza Piotra chodziło więc nie tylko o mieszkanie w Polsce. Chodziło o to, żeby HMRC zobaczyło pełny obraz, a nie tylko fragment danych z systemu. Można powiedzieć, że Tax Disclosure jest pewnego rodzaju podatkową spowiedzią, ale taką, w której nie wystarczy powiedzieć: „popełniłem błąd”. Trzeba jeszcze pokazać liczby, dokumenty, przepisy i sposób naprawienia tego błędu. I właśnie dlatego w wielu sprawach różnica między szybkim samodzielnym zgłoszeniem a profesjonalnie przygotowanym Tax Disclosure może być ogromna.
Skąd HMRC wie o dochodach z Polski i dlaczego wysłało list
W TaxOne bardzo często pierwsze pytanie klienta brzmi: „Skąd HMRC w ogóle o tym wie?”. To pytanie pojawia się szczególnie wtedy, gdy chodzi o dochody z Polski. Ktoś ma konto w polskim banku, wynajmuje mieszkanie w Polsce, otrzymuje czynsz w złotówkach, czasem przelewa pieniądze do UK, czasem zostawia je na polskim rachunku i przez lata zakłada, że skoro wszystko dzieje się poza Wielką Brytanią, to HMRC nie ma do tego dostępu.
Tak właśnie myślał nasz ksiądzr. Dla niego mieszkanie w Polsce było czymś osobnym od życia w UK. W Wielkiej Brytanii miał swoje codzienne obowiązki, tutaj funkcjonował na co dzień, tutaj płacił rachunki i tutaj prowadził swoje normalne życie. Mieszkanie w Polsce traktował jako sprawę prywatną, rodzinną i lokalną. Najemca płacił na polskie konto. Z tego konta opłacane były koszty mieszkania. Jeżeli coś zostawało, duchowny nie myślał o tym jak o sprawie dla brytyjskiego urzędu skarbowego.
Do momentu, w którym HMRC samo napisało do niego list.
To jest chwila, w której wiele osób po raz pierwszy rozumie, że system podatkowy wygląda dziś zupełnie inaczej niż kilkanaście lat temu. HMRC nie musi zaczynać od domysłów. Urząd otrzymuje dane z różnych źródeł i porównuje je z tym, co podatnik pokazał w brytyjskim systemie podatkowym. Jeżeli w danych pojawia się informacja o zagranicznym koncie, mieszkaniach, dochodzie albo przepływie pieniędzy, a w rozliczeniu podatkowym nie ma nic, co by to wyjaśniało, HMRC może wysłać list i poprosić o odpowiedź.
Jednym z najważniejszych mechanizmów jest Automatic Exchange of Information, czyli automatyczna wymiana informacji. HMRC wyjaśnia, że umowy dotyczące Automatic Exchange of Information oznaczają, że instytucje finansowe, w tym banki, muszą sprawdzać prowadzone rachunki i co roku raportować określonych posiadaczy kont do HMRC. HMRC dodaje też, że odniesienia do Automatic Exchange of Information obejmują między innymi Common Reporting Standard, czyli CRS.
CRS nie oznacza, że HMRC od razu zna każdy szczegół życia podatnika. Urząd nie musi wiedzieć, czy pieniądze na polskim koncie księdza Piotra były czynszem od najemcy, przelewem rodzinnym, zwrotem pożyczki, sprzedażą prywatnej rzeczy, odsetkami bankowymi czy przesunięciem środków między własnymi kontami. Ale HMRC może mieć wystarczająco dużo informacji, żeby zadać pytanie i poprosić o więcej informacji polski Urząd Skarbowy. I wtedy ciężar wyjaśnienia sprawy przechodzi na podatnika.
W praktyce działa to bardzo prosto. Jeżeli ktoś jest brytyjskim rezydentem podatkowym i ma konto poza UK, HMRC może otrzymać informacje od właściwego zagranicznego organu podatkowego. Udostępniane informacje mogą obejmować między innymi imię i nazwisko, adres, datę urodzenia, numer identyfikacji podatkowej, numer konta, dane instytucji finansowej oraz saldo rachunku, w tym odsetki i dywidendy na koniec roku.
Dla osób z Polski szczególnie ważne jest to, że Polska znajduje się wśród jurysdykcji uczestniczących w Common Reporting Standard i wymieniających informacje z Wielką Brytanią. HMRC prowadzi listę takich jurysdykcji, a Polska znajduje się na niej wśród państw, które mają aktywne porozumienia dotyczące wymiany informacji z UK.
To nie oznacza, że każde polskie konto automatycznie tworzy problem podatkowy w UK. Samo posiadanie konta w Polsce nie jest jeszcze błędem. Problem pojawia się wtedy, gdy na tym koncie są wpływy, dochody, odsetki, zyski albo inne informacje, które mogą mieć znaczenie podatkowe, a brytyjskie rozliczenie podatkowe ich nie pokazuje albo ich nie wyjaśnia.
W przypadku księdza Piotra HMRC mogło nie znać całej historii mieszkania w Polsce. Urząd mógł nie wiedzieć, jakie były dokładne koszty, czy mieszkanie było wynajmowane przez cały rok, czy były przerwy w najmie, czy w Polsce zapłacono podatek, czy część pieniędzy nie była przeznaczona na remont, czy dochód faktycznie należał tylko do księdza Piotra. Ale HMRC mogło zobaczyć dane, które pokazywały, że ksiądz Piotr ma zagraniczne konto albo zagraniczne wpływy, których nie widać w jego brytyjskim rozliczeniu podatkowym. I to wystarczy, żeby urząd zapytał: proszę wyjaśnić, dlaczego ten dochód nie został rozliczony w UK.
Uważam to za dość istotne, ponieważ wielu podatników popełnia wtedy jeden z dwóch błędów.
Pierwszy błąd polega na panice i założeniu, że HMRC wie już wszystko, więc nie ma sensu niczego tłumaczyć. Drugi błąd polega na zlekceważeniu listu i odpisaniu jednym zdaniem, że „to było w Polsce”.
W TaxOne widzimy, że oba podejścia mogą zaszkodzić. HMRC może mieć część danych, ale nie musi mieć pełnego kontekstu. Podatnik ma prawo wyjaśnić sytuację, ale musi zrobić to porządnie.
Ksiądz Piotr mógłby powiedzieć: „Przecież ja z tego mieszkania prawie nic nie miałem, bo czynsz szedł na opłaty, naprawy i podatek w Polsce”. I być może miałby częściowo rację. Tylko że HMRC nie przyjmie tego na wiarę. Trzeba pokazać wpływy z najmu. Trzeba pokazać koszty. Trzeba sprawdzić, które koszty można odliczyć według brytyjskich zasad. Trzeba sprawdzić, czy podatek zapłacony w Polsce można uwzględnić w UK. Dopiero wtedy odpowiedź dla HMRC zaczyna mieć podatkowy sens.
Warto też pamiętać, że dane z CRS nie zawsze są idealnym obrazem rzeczywistości. Bank może raportować saldo, odsetki albo informacje o rachunku, ale bank nie tłumaczy urzędowi skarbowemu całej historii podatnika. Banknie wie, czy pieniądze były dochodem do opodatkowania. Bank nie wie też, czy nieruchomość generowała zysk po kosztach. Bank nie wie, czy podatnik miał prawo do ulgi albo czy zapłacił podatek w Polsce. Dlatego list z brytyjskiego urzędu nie zawsze oznacza, że urząd ma pełną rację. Oznacza jednak, że ma on powód, żeby pytać.
Tax Disclosure nie jest zatem tylko odpowiedzią na list. To jest uporządkowanie całej historii w taki sposób, żeby HMRC mogło zobaczyć różnicę między wpływem pieniędzy na konto a rzeczywistym dochodem podatkowym. W sprawie księdza Piotra chodziło więc nie tylko o to, czy miał mieszkanie w Polsce. Chodziło o to, czy jako osoba mieszkająca w UK powinien był pokazać ten dochód w brytyjskim systemie podatkowym, a jeżeli tak, to za które lata, w jakiej wysokości i z jakim wyjaśnieniem.
Dlatego list z HMRC warto potraktować jak sygnał ostrzegawczy, a nie jak przypadkową korespondencję. Urząd najczęściej nie pisze bez powodu. Może mieć dane z banków, z zagranicznych organów podatkowych, z wcześniejszych deklaracji, z systemów benefitowych albo z własnych analiz. Ale nawet wtedy podatnik nadal ma swoją historię, dokumenty i prawo do wyjaśnienia sprawy.
Najważniejsze jest to, żeby nie odpowiadać zbyt szybko, zbyt emocjonalnie albo zbyt ogólnie.
W praktyce pytanie nie brzmi więc: „Skąd HMRC wie?”. Prawdziwe pytanie brzmi: „Co dokładnie HMRC może wiedzieć, czego jeszcze nie wie i jak odpowiedzieć, żeby nie pogorszyć swojej sytuacji?”.
To jest punkt, w którym dobrze przygotowane Tax Disclosure może uporządkować sprawę, a źle przygotowana odpowiedź może otworzyć kolejne pytania.
Co zwykle znajduje się w liście od HMRC?
Kiedy klient przychodzi do TaxOne z listem z HMRC, bardzo często skupia się tylko na pierwszym zdaniu. Jest tam napisane, że urząd wie o dochodach albo aktywach, których nie było w brytyjskim rozliczeniu podatkowym, i od razu pojawia się stres. To naturalne. Problem polega jednak na tym, że najważniejsza część takiego listu bardzo często znajduje się kilka akapitów niżej albo w załączonej ankiecie. To tam HMRC oczekuje, że podatnik zdecyduje, jak wyjaśni sytuację.
W sprawie księdza Piotra list nie był tylko informacją, że HMRC coś zauważyło. Było tam również oczekiwanie odpowiedzi. Urząd chciał wiedzieć, czy ksiądz Piotr zamierza zrobić Tax Disclosure, czy uważa, że dochód był już prawidłowo rozliczony w UK, czy twierdzi, że dochód nie podlegał opodatkowaniu w Wielkiej Brytanii, czy może uważa, że mieścił się w kwotach wolnych albo że w ogóle nie był dochodem. Dla osoby, która nigdy wcześniej nie miała do czynienia z taką procedurą, te odpowiedzi mogą wyglądać jak prosta ankieta. W praktyce każda z nich jest deklaracją wobec urzędu, albowiem na końcu należy złożyć swój podpis.
I tutaj zaczyna się duże ryzyko. Jeżeli ksiądz Piotr zaznaczy, że dochód został już rozliczony, HMRC może poprosić o dowody. Nie chodzi wtedy o ogólne zapewnienie, że „wszystko było zapłacone w Polsce”. Chodzi o pokazanie, gdzie ten dochód został uwzględniony w brytyjskim rozliczeniu podatkowym, za który rok podatkowy, w jakiej kwocie i na jakiej podstawie.
Jeżeli ktoś był rezydentem podatkowym w UK, samo rozliczenie w Polsce bardzo nie zamyka tematu w Wielkiej Brytanii.
Jeżeli ksiądz Piotr zaznaczy, że dochód nie podlegał opodatkowaniu w UK, również powinien umieć to obronić. To nie może być odpowiedź oparta na intuicji. Trzeba przeanalizować rezydenturę podatkową, rodzaj dochodu, przepisy brytyjskie, umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania, podatek zapłacony w Polsce i konkretne lata podatkowe.
W sprawach zagranicznych dochodów jedna pozornie prosta odpowiedź może otworzyć bardzo techniczną dyskusję z urzędem. Warto być na to przygotowanym.
Jeżeli ksiądz zaznaczy, że dochód mieścił się w kwotach wolnych, też nie wystarczy napisać, że „kwoty były małe”. HMRC może zapytać o obliczenia. Trzeba pokazać przychód, koszty, dochód po kosztach, inne dochody w UK, wykorzystanie Personal Allowance, ewentualne stawki podatku i to, czy w danym roku rzeczywiście nie powstał podatek do zapłaty. W TaxOne często widzimy, że klienci mylą mały wpływ na konto z brakiem obowiązku podatkowego. To są dwie różne rzeczy.
Najczęściej jednak najważniejszą opcją jest Tax Disclosure. To moment, w którym podatnik mówi HMRC: sprawdziłem swoją sytuację i widzę, że coś powinno zostać zgłoszone. HMRC ma oficjalną ścieżkę dla osób, które chcą ujawnić dochody albo zyski z poprzednich lat, zarówno z UK, jak i spoza UK. Rządowa strona wyjaśnia, że z takiego serwisu można skorzystać przy onshore and offshore income or gains, czyli przy dochodach i zyskach krajowych oraz zagranicznych, które nie zostały wcześniej zadeklarowane.
Przy dochodach zagranicznych szczególnie ważna może być Worldwide Disclosure Facility. HMRC wyjaśnia, że tej ścieżki trzeba użyć, jeżeli podatnik otrzymał list dotyczący pieniędzy albo aktywów za granicą, sprawdził swoje sprawy podatkowe i doszedł do wniosku, że musi zrobić disclosure. To dokładnie ta sytuacja, w której znalazł się ksiądz Piotr, jeżeli po analizie okazałoby się, że dochód z najmu mieszkania w Polsce powinien był zostać zgłoszony w UK.
Warto jednak zrozumieć, że zaznaczenie opcji Tax Disclosure nie oznacza jeszcze, że sprawa jest załatwiona. To raczej początek właściwej pracy. HMRC w przewodniku dotyczącym voluntary disclosure wyjaśnia, że po otrzymaniu numeru disclosure podatnik musi złożyć disclosure w ciągu 90 dni od dnia, w którym HMRC potwierdzi notification. Przy wysłaniu disclosure trzeba też zapłacić należną kwotę, używając właściwego payment reference number.
W sprawie księdza Piotra oznaczałoby to konieczność zebrania dokumentów z kilku lat. Trzeba byłoby sprawdzić wpływy z najmu, koszty mieszkania, podatek zapłacony w Polsce, kursy walut, brytyjskie lata podatkowe, wcześniejsze rozliczenia w UK i to, czy ksiądz Piotr miał inne dochody, które wpływały na stawkę podatku. Dopiero wtedy można przygotować odpowiedź, która nie jest tylko deklaracją, ale kompletnym rozliczeniem.
Jeżeli sprawa dotyczy najmu nieruchomości, trzeba też rozważyć Let Property Campaign. HMRC opisuje tę kampanię jako ścieżkę dla landlordów, którzy mają zaległy podatek z wynajmu nieruchomości mieszkalnych w UK albo za granicą. HMRC pisze również, że landlord mający undisclosed income powinien zgłosić niezapłacony podatek, a następnie ma 90 dni na obliczenie i zapłatę należnej kwoty.
To pokazuje, dlaczego pierwsza odpowiedź na list HMRC jest tak ważna.
Ksiądz Piotr mógłby w dobrej wierze zaznaczyć opcję, która wydaje mu się najbliższa prawdy. Mógłby uznać, że skoro w Polsce coś było rozliczone, to w UK nie ma tematu. Mógłby uznać, że skoro po kosztach niewiele zostawało, to nie było podatku. Mógłby też uznać, że najbezpieczniej od razu przyznać się do wszystkiego, nawet bez sprawdzenia, czy cały wpływ z Polski był faktycznie dochodem. Każda z tych reakcji może być błędna, jeżeli nie poprzedza jej analiza.
Z naszej praktyki wynika, że HMRC nie oczekuje emocjonalnej odpowiedzi. Oczekuje odpowiedzi kompletnej. Jeżeli podatnik twierdzi, że nie ma zaległości, powinien umieć to pokazać. Jeżeli twierdzi, że zaległość istnieje, powinien ją policzyć. Jeżeli twierdzi, że część kwot nie była dochodem, powinien mieć dokumenty i logiczne wyjaśnienie. Jeżeli chce zrobić Tax Disclosure, powinien przygotować je tak, żeby HMRC nie miało wrażenia, że podatnik pokazuje tylko wygodny fragment historii.
Właśnie dlatego w TaxOne zawsze zaczynamy od przeczytania listu, a nie od wypełnienia formularza. Najpierw trzeba zrozumieć, czego HMRC dokładnie chce, jakiego rodzaju danych prawdopodobnie używa, jakie lata mogą wchodzić w grę i która ścieżka disclosure będzie właściwa. Dopiero później można zdecydować, czy odpowiedź powinna iść przez Worldwide Disclosure Facility, Let Property Campaign, Digital Disclosure Service albo inną procedurę.
W przypadku księdza Piotra najważniejsze było więc nie to, żeby odpowiedzieć szybko. Najważniejsze było to, żeby odpowiedzieć mądrze.
List z HMRC bardzo często jest momentem, w którym podatnik ma jeszcze szansę przejąć kontrolę nad sprawą. Ale ta szansa łatwo znika, jeżeli pierwsza odpowiedź jest przypadkowa, zbyt ogólna albo sprzeczna z danymi, które HMRC już posiada.
Najczęstsze dochody, przez które Polacy w UK trafiają do Tax Disclosure
W sprawie księdza Piotra wszystko zaczęło się od mieszkania w Polsce. I właśnie najem nieruchomości za granicą jest jednym z najczęstszych powodów, dla których Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii dostają listy z HMRC. Ktoś wyjechał do UK, zostawił mieszkanie w Polsce, wynajął je rodzinie, znajomym albo obcej osobie i przez lata zakładał, że skoro nieruchomość jest w Polsce, najemca jest w Polsce i pieniądze wpływają na polskie konto, to brytyjski urząd skarbowy nie ma z tym nic wspólnego.
W TaxOne widzimy ten schemat bardzo często. Klient nie próbuje budować skomplikowanej struktury podatkowej. Nie ukrywa pieniędzy na egzotycznych wyspach. Nie ma funduszu inwestycyjnego w raju podatkowym. Ma po prostu mieszkanie w Polsce, które wynajmuje, bo nie chce, żeby stało puste.
Problem zaczyna się wtedy, gdy osoba wynajmująca mieszkanie pozostawione w Polsce jest rezydentem podatkowym w UK, a dochód z najmu nie pojawia się w brytyjskim rozliczeniu podatkowym.
HMRC wyjaśnia, że osoba będąca rezydentem podatkowym w UK może być zobowiązana do zapłaty brytyjskiego podatku od zagranicznych dochodów, takich jak wynagrodzenie za pracę za granicą, dochody inwestycyjne, dywidendy, odsetki, dochód z najmu nieruchomości za granicą oraz emerytury z zagranicy. Urząd na swoich sgtronach dodaje też, że jeżeli foreign income podlega opodatkowaniu, zwykle zgłasza się je w Self Assessment tax return.
To jest bardzo ważne, bo wielu podatników myli dwie rzeczy: miejsce położenia nieruchomości i miejsce rezydencji podatkowej osoby, która otrzymuje dochód. Ksiądz Piotr patrzył na mieszkanie z perspektywy prawa polskiego: nieruchomość jest w Polsce, czynsz jest w Polsce, koszty są w Polsce, więc sprawa podlega pod polski urząd. HMRC patrzy na to inaczej: jeżeli podatnik mieszka w UK i jest tutaj rezydentem podatkowym, trzeba sprawdzić, czy dochód zagraniczny powinien zostać pokazany również w brytyjskim systemie podatkowym.
W przypadku najmu nieruchomości HMRC stworzyło kampanię dla landlordów, którzy mają zaległy podatek z wynajmu nieruchomości mieszkalnych w UK albo za granicą. Stało się tak, ponieważ ilość osób, które nie opłaciły podatku od wynajmu jest na tyle duża, że konieczne było zatrudnienie dodatkowych urzędników, by ci zaczęli ściągać podatki z dłużników. Dodatkowo od kwietnia 2026 roku landlordzi i osoby samozatrudnione są zobowiązani do rozliczania się kwartalnie ze swoich dochodów z nieruchomości. System ten nazywa się Making Tax Digital (MTD). Co istotne, HMRC pisze też, że jeżeli landlord ma undisclosed income, powinien zgłosić niezapłacony podatek, a po zgłoszeniu ma 90 dni na obliczenie i zapłatę należnej kwoty.
W komunikacie z 19 czerwca 2025 roku James Murray MP, Exchequer Secretary to the Treasury, wymienił trzy priorytety dla HMRC: zmniejszenie tax gap, poprawę obsługi podatników oraz modernizację systemu podatkowego i celnego. Jak powiedział, w wolnym tłumaczeniu:
„Każdy funt podatku, który nie został pobrany, oznacza większy ciężar dla uczciwych podatników i pozbawia nasze usługi publiczne ważnego finansowania. W pierwszym roku urzędowania przedstawiliśmy plany pozyskania dodatkowych £7,5 miliarda dzięki najbardziej ambitnemu pakietowi działań w historii, którego celem jest zmniejszenie tax gap. Jesteśmy zdeterminowani, aby działać dalej i szybciej, tak aby każdy płacił swoją uczciwą część”.
To dobrze pokazuje, dlaczego osoby z nierozliczonymi dochodami zagranicznymi coraz częściej dostają listy z HMRC. Urząd nie patrzy już na takie sprawy jak na wyjątek, ale jak na część szerszej strategii odzyskiwania podatków, które powinny trafić do systemu.
Najem mieszkania to jednak tylko jeden z przykładów. Drugim częstym źródłem problemu jest sprzedaż nieruchomości w Polsce. Ktoś kupił mieszkanie wiele lat temu, wyjechał do Wielkiej Brytanii, później sprzedał nieruchomość w Polsce i założył, że skoro sprzedaż była u notariusza w Polsce, a polski urząd skarbowy mógł coś z tym zrobić, to w UK nie trzeba już niczego analizować.
HMRC wyjaśnia, że rezydent podatkowy UK płaci Capital Gains Tax przy disposal of overseas property, czyli przy zbyciu nieruchomości położonej za granicą, choć w określonych sytuacjach może pojawić się możliwość ulgi, jeżeli podatek został zapłacony w innym kraju.
Trzecią grupą są odsetki bankowe, dywidendy i inwestycje. Dla wielu osób są to małe kwoty, więc nikt nie myśli o nich jak o dużym problemie. Ktoś ma konto w Polsce, na którym naliczyły się odsetki. Ktoś ma akcje, fundusz inwestycyjny, dywidendę albo inne niewielkie wpływy. I znowu pojawia się ten sam mechanizm: podatnik zakłada, że skoro pieniądze są w Polsce, to problem podatkowy też jest wyłącznie w Polsce.
HMRC patrzy na to szerzej, bo foreign investment income, w tym dywidendy i savings interest, może być częścią zagranicznego dochodu rezydenta podatkowego UK.
Czwarta grupa to zagraniczne emerytury. Ten temat szczególnie często dotyczy osób, które przez część życia pracowały w Polsce albo innym kraju, a później zamieszkały w Wielkiej Brytanii. Emerytura wpływa na konto za granicą, czasem jest już opodatkowana u źródła, czasem nie, czasem klient nawet nie traktuje jej jako dochodu do brytyjskiego rozliczenia.
A jednak HMRC wymienia pensions held overseas (emerytury zagraniczne) jako jeden z przykładów foreign income, który wymaga analizy w UK.
Piąta grupa to dochody z pracy albo działalności poza UK. To może być praca wykonana zdalnie dla polskiej firmy, zlecenia realizowane dla klientów w innym kraju, działalność gospodarcza formalnie prowadzona poza Wielką Brytanią albo dodatkowe wynagrodzenie wpływające na zagraniczne konto. W takich sprawach trzeba sprawdzić nie tylko sam dochód, ale też rezydencję podatkową, miejsce wykonywania pracy, składki, umowy międzynarodowe i to, czy dochód został prawidłowo pokazany w brytyjskim systemie podatkowym.
Coraz częściej pojawia się też temat platform internetowych. Ktoś sprzedaje towary, świadczy usługi, wynajmuje nieruchomość albo wykonuje zlecenia przez platformę.
HMRC wyjaśnia, że digital platform operators w UK raportują do HMRC dane sprzedawców oraz ich dochody ze sprzedaży towarów i usług na platformie, choć samo raportowanie nie oznacza automatycznie, że podatek jest należny.
To ważne rozróżnienie, bo sama informacja z platformy może spowodować pytanie ze strony urzędu, ale dopiero analiza pokaże, czy był dochód do opodatkowania.
Osobnym tematem są kryptowaluty (cryptoassets). Dla części osób crypto było czymś prywatnym, technologicznym, oderwanym od klasycznych podatków. HMRC podchodzi do tego inaczej i ma osobną ścieżkę dla osób, które chcą ujawnić niezapłacony podatek od dochodów albo zysków z cryptoassets, w tym exchange tokens, NFTs i utility tokens. HMRC wskazuje też, że przed złożeniem disclosure trzeba zebrać informacje, ustalić liczbę transakcji, obliczyć zyski, dochód, odsetki i kary.
Do Tax Disclosure prowadzą też czasem przelewy, które same w sobie nie muszą być dochodem. To jest bardzo delikatny temat.
Przelew od rodziny, zwrot pożyczki, przesunięcie pieniędzy między własnymi kontami, sprzedaż prywatnej rzeczy albo środki otrzymane na konkretny cel nie zawsze oznaczają dochód do opodatkowania.
Problem polega na tym, że HMRC może zobaczyć fragment informacji i zapytać, czym te pieniądze były. Jeżeli podatnik nie ma dokumentów albo odpowiada zbyt ogólnie, sprawa może zacząć wyglądać gorzej, niż wyglądała w rzeczywistości.
W sprawie księdza Piotra HMRC mogło więc pytać o mieszkanie w Polsce, ale w innych sprawach punkt zaczepienia może być zupełnie inny. Dla jednej osoby będzie to sprzedaż domu po rodzicach. Dla drugiej emerytura z Polski. Dla trzeciej konto bankowe, na którym naliczyły się odsetki. Dla czwartej działalność online. Dla piątej crypto. Dla szóstej platforma sprzedażowa. Wspólny mianownik jest ten sam:
HMRC widzi albo podejrzewa dochód, którego nie widzi w brytyjskim rozliczeniu podatkowym.
Największym błędem jest założenie, że mała kwota zawsze oznacza mały problem.
Czasami rzeczywiście po analizie okaże się, że podatek jest niski albo żaden. Ale czasami mały dochód powtarzany przez wiele lat, dodany do innych dochodów podatnika, może stworzyć zaległość, odsetki i kary. Przy dochodach zagranicznych dochodzi jeszcze kwestia tego, za ile lat trzeba się cofnąć i czy HMRC uzna błąd za zwykłe nieporozumienie, niedbalstwo czy coś poważniejszego.
Dlatego Tax Disclosure zaczyna się nie od formularza, ale od pytania: co dokładnie było dochodem, za które lata i gdzie podatnik był wtedy rezydentem podatkowym? Dopiero później można przejść do obliczeń, ulg, podatku zapłaconego za granicą i odpowiedzi do HMRC.
Ksiądz Piotr myślał, że jego sprawa dotyczy tylko mieszkania w Polsce. W praktyce jego sprawa dotyczyła czegoś znacznie szerszego: obowiązku pokazania HMRC pełnego obrazu swoich dochodów jako rezydent podatkowy w UK. I właśnie z tego powodu osoby, które mają jakikolwiek dochód poza Wielką Brytanią, powinny przynajmniej sprawdzić, czy ten dochód powinien zostać uwzględniony w brytyjskim rozliczeniu podatkowym. Nie po to, żeby płacić podatek dwa razy, ale po to, żeby nie dowiedzieć się o problemie dopiero wtedy, gdy HMRC wyśle list.
Czy Tax Disclosure można zrobić samodzielnie
Odpowiedź brzmi: tak, Tax Disclosure można zrobić samodzielnie. HMRC daje podatnikom możliwość samodzielnego zgłoszenia zaległego podatku, a sama procedura nie jest zarezerwowana wyłącznie dla doradców podatkowych.
W prostych sprawach, szczególnie wtedy, gdy chodzi o niewielki dochód z Wielkiej Brytanii, jeden rok podatkowy, pełne dokumenty i brak bardziej skomplikowanych kwestii, samodzielne Tax Disclosure może mieć sens.
Problem zaczyna się wtedy, gdy słowo „proste” tylko pozornie opisuje sprawę.
Ksiądz Piotr mógłby spojrzeć na swój przypadek bardzo praktycznie. Miał mieszkanie w Polsce, najemca płacił czynsz, jakieś koszty były ponoszone, być może coś zostało rozliczone w Polsce, a HMRC poprosiło o wyjaśnienia. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że wystarczy zebrać polski PIT, przepisać kilka kwot, wysłać formularz i zapłacić różnicę. W praktyce właśnie w takich sprawach najczęściej zaczynają się pytania, na które sam formularz nie odpowiada.
Przy dochodach z najmu za granicą trzeba pamiętać, że brytyjski system podatkowy może patrzeć na te same liczby inaczej niż polski system. HMRC wyjaśnia, że osoba będąca rezydentem podatkowym w UK zwykle płaci brytyjski podatek od foreign income, czyli dochodów zagranicznych, w tym od rental income on overseas property. HMRC wskazuje też, że jeżeli taki dochód wymaga zgłoszenia, zwykle robi się to przez Self Assessment.
To oznacza, że polski dokument nie zawsze jest gotową odpowiedzią dla HMRC. Polski PIT może być bardzo pomocny, ale nie zawsze pokazuje dokładnie to, czego wymaga brytyjskie rozliczenie. Szczególnie przy najmie mieszkania w Polsce trzeba sprawdzić nie tylko sam czynsz najmu, ale też opłaty administracyjne do wspólnoty albo spółdzielni mieszkaniowej, media, remonty, naprawy, prowizje, podatek zapłacony w Polsce i to, kto faktycznie ponosił dany koszt.
W praktyce bardzo często pojawia się pytanie: czy pieniądze, które najemca wpłacał na konto właściciela, były w całości dochodem, czy część tych pieniędzy była tylko kwotą przeznaczoną na opłaty, które właściciel przekazywał dalej? Potocznie wiele osób mówi na to „czynsz do spółdzielni” albo „czynsz administracyjny”. Podatkowo trzeba jednak ustalić, czy dana kwota była przychodem z najmu, kosztem możliwym do odliczenia, czy może płatnością, która w ogóle nie powinna być traktowana tak samo jak zysk właściciela.
W UK przy najmie można czasem skorzystać z property allowance. HMRC opisuje property allowance jako zwolnienie do £1,000 rocznie dla osób mających dochód z ziemi lub nieruchomości. Jeżeli roczny gross property income wynosi £1,000 albo mniej, zasadniczo nie trzeba zgłaszać tego dochodu HMRC, chyba że występują wyjątki. Jeżeli dochód jest wyższy, trzeba go zadeklarować. HMRC wyjaśnia też bardzo ważną rzecz: jeżeli podatnik korzysta z property allowance, nie może jednocześnie odliczać rzeczywistych kosztów.
I tutaj pojawia się typowy błąd. Klient mówi: „Wpiszmy £1,000 property allowance i dodatkowo odejmijmy koszty mieszkania”. Niestety, w brytyjskim rozliczeniu tak to nie działa. Trzeba wybrać, co jest korzystniejsze: property allowance czy rzeczywiste koszty. Przy małych kosztach property allowance może być dobrym rozwiązaniem. Przy większych kosztach, na przykład opłatach administracyjnych, naprawach, prowizjach albo innych wydatkach związanych z najmem, bardziej opłacalne może być rozliczenie rzeczywistych kosztów. Ale tego nie da się ustalić bez policzenia obu wariantów.
Właśnie dlatego Tax Disclosure przy mieszkaniu w Polsce nie polega tylko na przepisaniu kwot z polskiego rozliczenia. Trzeba przeliczyć dochód według brytyjskich zasad. HMRC w swoich manualach wyjaśnia, że income from properties owned outside the UK, czyli dochód z nieruchomości położonych poza UK, jest opodatkowany jako foreign income, ale zasadniczo zasady obliczeniowe są podobne do zasad dotyczących brytyjskiego property income.
Podobny problem pojawia się przy odsetkach bankowych z Polski. Wielu klientów mówi: „Przecież w Polsce jest podatek Belki 19%, więc wszystko jest już opodatkowane”. Tylko że przy osobie będącej rezydentem podatkowym w UK trzeba sprawdzić umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania. HMRC w podsumowaniu umowy z Polską wskazuje, że przy odsetkach stawka traktatowa wynosi 5%, z dodatkowymi warunkami wynikającymi z umowy.
To nie jest drobny szczegół techniczny. Jeżeli w Polsce pobrano więcej podatku, niż przewiduje umowa, HMRC może nie uznać całej tej kwoty jako credit w brytyjskim rozliczeniu. HMRC wyjaśnia w helpsheet dotyczącej Foreign Tax Credit Relief, że jeżeli umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania ogranicza kwotę zagranicznego podatku, którą można uwzględnić, trzeba zastosować właściwy procent wynikający z treaty.
Dla podatnika brzmi to często bardzo niesprawiedliwie. Ktoś myśli: „Zapłaciłem podatek w Polsce, więc dlaczego HMRC nie pozwala mi odliczyć wszystkiego?”. Odpowiedź jest taka, że w sprawach międzynarodowych nie wystarczy wiedzieć, ile podatku zostało pobrane za granicą. Trzeba jeszcze sprawdzić, ile podatku zgodnie z umową mogło zostać pobrane i ile brytyjski system pozwoli uwzględnić jako ulgę.
To jest właśnie moment, w którym samodzielne Tax Disclosure może zrobić się ryzykowne. Nie dlatego, że podatnik nie potrafi wpisać kwot do formularza. Często potrafi. Problem polega na tym, że może nie wiedzieć, które kwoty powinien wpisać, których nie powinien wpisywać, za które lata się cofnąć, jakie koszty może odliczyć, czy może użyć property allowance, czy może uwzględnić podatek zapłacony w Polsce i jak wyjaśnić HMRC powód wcześniejszego błędu.
HMRC samo przyznaje, że obliczenie kwoty należnej przy disclosure może być proste albo skomplikowane, zależnie od okoliczności, i że podatnik może chcieć skorzystać z niezależnej profesjonalnej porady. Po otrzymaniu potwierdzenia zgłoszenia disclosure podatnik ma zwykle 90 dni na złożenie pełnego disclosure i zapłatę tego, co jest należne, albo na wcześniejsze uzgodnienie sposobu płatności.
W prostych sprawach 90 dni może wydawać się długim terminem. W sprawach zagranicznych ten czas potrafi minąć bardzo szybko. Trzeba zebrać dokumenty z Polski, wyciągi bankowe, rozliczenia najmu, informacje o kosztach, potwierdzenia podatku zapłaconego za granicą, poprzednie rozliczenia w UK, kursy walut i dane dotyczące innych dochodów podatnika. Jeżeli klient nie ma dokumentów albo ma je tylko częściowo, samo ustalenie faktów może być trudniejsze niż późniejsze obliczenie podatku.
W TaxOne widzieliśmy sprawy, które były zamykane stosunkowo szybko, ale widzieliśmy też sprawy trwające znacznie dłużej. Najdłuższe postępowanie Tax Disclosure, które prowadziliśmy, trwało ponad 20 miesięcy. Co ciekawe, w tej samej rodzinie disclosure małżonki przeszło w ciągu około dwóch miesięcy, a sprawa męża trwała ponad 20 miesięcy, bo miał więcej źródeł dochodu, wyższe kwoty i więcej elementów wymagających wyjaśnienia. To pokazuje, że sama procedura może wyglądać zupełnie inaczej nawet u osób mieszkających pod jednym adresem.
Czy to oznacza, że zawsze trzeba korzystać z doradcy podatkowego? Nie. Jeżeli sprawa jest naprawdę prosta, kwoty są niewielkie, dochód pochodzi z UK, dokumenty są kompletne, a podatnik rozumie, co i dlaczego zgłasza, samodzielne Tax Disclosure może być wystarczające. Nie każdy przypadek wymaga rozbudowanej analizy międzynarodowej.
Ale przy dochodach z Polski albo innego kraju warto przynajmniej porozmawiać z doradcą podatkowym przed wysłaniem odpowiedzi do HMRC. Szczególnie wtedy, gdy sprawa dotyczy kilku lat, nieruchomości, odsetek, dywidend, sprzedaży mieszkania, zagranicznej emerytury, działalności gospodarczej, crypto albo sytuacji, w której HMRC już wysłało list. W takich sprawach błąd w pierwszym disclosure może sprawić, że urząd zacznie zadawać kolejne pytania.
Trzeba też uczciwie powiedzieć jedną rzecz. Skorzystanie z doradcy podatkowego nie oznacza, że podatnik znika z odpowiedzialności wobec HMRC. HMRC jasno przypomina, że nawet przy korzystaniu z agenta podatnik nadal jest prawnie odpowiedzialny za własny podatek, a przy rozliczeniu powinien sprawdzić informacje przed ich wysłaniem.
Różnica polega jednak na czymś innym. Dobry doradca podatkowy nie tylko wpisuje liczby. Doradca analizuje przepisy, lata podatkowe, rezydencję, koszty, ulgi, podatek zapłacony za granicą, możliwe penalties i sposób przedstawienia sprawy HMRC. To może realnie zmniejszyć ryzyko błędu, ograniczyć niepotrzebne pytania i w wielu przypadkach obniżyć kwotę podatku, odsetek albo kar, jeżeli przepisy pozwalają na korzystniejsze rozliczenie.
Dlatego odpowiedź na pytanie, czy Tax Disclosure można zrobić samodzielnie, brzmi: tak, można. Ale pytanie nie powinno brzmieć tylko, czy można. Pytanie powinno brzmieć, czy w konkretnej sprawie to się opłaca.
Jeżeli ksiądz Piotr miałby tylko niewielki, jednorazowy dochód, komplet dokumentów i brak elementu zagranicznego, być może mógłby spróbować sam. Ale jeżeli jego sprawa dotyczy mieszkania w Polsce, kosztów administracyjnych, podatku zapłaconego w Polsce, kilku lat najmu i listu z HMRC, wtedy samodzielne disclosure może być dużo bardziej ryzykowne niż wygląda na początku.
W Tax Disclosure najdroższy błąd często nie polega na tym, że ktoś nie zna formularza. Najdroższy błąd polega na tym, że ktoś odpowiada HMRC, zanim zrozumie własną sytuację podatkową.
Artykuł będzie rozwijany
To dopiero pierwsza część większego opracowania o Tax Disclosure w UK. Temat jest zbyt ważny, żeby zamknąć go w kilku akapitach, dlatego w kolejnych odsłonach będę rozwijał go dalej, opierając się na praktyce spraw, które prowadzimy w TaxOne.
W następnych częściach wrócę między innymi do tego, jakie dochody najczęściej powodują listy z HMRC, kiedy Tax Disclosure można próbować zrobić samodzielnie, a kiedy taka decyzja zaczyna być ryzykowna. Wyjaśnię też, jak daleko wstecz HMRC może sprawdzić podatnika, jakie kary mogą pojawić się przy nieujawnionych dochodach, czym różni się zgłoszenie dobrowolne od zgłoszenia po liście z urzędu oraz kiedy sprawa może stać się znacznie poważniejsza niż zwykłe zaległe rozliczenie.
Chcę, żeby ten artykuł był praktycznym przewodnikiem dla osób, które dostały list z HMRC, mają dochody z Polski albo z innego kraju i nie wiedzą, od czego zacząć.
Bo w Tax Disclosure najważniejsze nie jest to, żeby odpowiedzieć szybko. Najważniejsze jest to, żeby odpowiedzieć mądrze, kompletnie i w sposób, który nie stworzy kolejnych problemów.




